Jesteś nowy?
Zarejestruj się
  
Strona główna - Pomoc
Nie, 5 Wrz 2010, 3:38 CET, NY 21:38, Londyn 2:38, Tokio 10:38, WIG20 +0.63%
Weekend - Główne rynki światowe są zamknięte 
 Symbol np: WIG      znajdź symbol
Login i hasło     zapisz  
Subiektywna
 Inne Komentarze
Przegląd poranny
Komentarz Poranny
2010-09-03 6:53
Po sesji w USA
Komentarz Wieczorny
2010-09-03 22:07
Rynek amerykański
Piotr Kuczyński - Xelion
2 Lipca 2010 22:11



Komentarze bez kilkudniowego opóźnienia...


    To był kolejny bardzo słaby tydzień dla rynków amerykańskich. Winne były przede wszystkim dane makro i obawa, że niedługo pojawi się druga recesja. Już w poniedziałek widać było, że amerykańskie fundusze zaakceptowały sytuację, w której drugi kwartał był porażką byków i myślą teraz o kwartale trzecim. Może nawet zarządzający woleli, żeby drugi kwartał zakończył się słabo budując niską bazę dla trzeciego? Jedno jest pewne: weekendowy szczyt G-20 został potraktowany tak jakby go nie było.

    Słusznie, bo ustalenia były niezwykle mikre. Jak można było oczekiwać ogłoszono sukces, czyli osiągniecie kompromisu miedzy drogą amerykańską (pobudzajcie gospodarki) i europejską (tnijcie deficyty). Kompromis między tak skrajnymi postawami jest oczywiście głoszony tylko na potrzeby rynków i mediów. Rozwinięte państwa mają do roku 2013 zmniejszyć swe deficyty budżetowe o połowę, do 2016 roku rozpoczną zmniejszanie zadłużenia. W tak długim czasie wszystko się może jeszcze zdarzyć. Jednocześnie, zgodnie z zasadą „wilk syty i owca cała” państwa będą mogły zgodnie z własnymi potrzebami, elastycznie stosować środki pobudzające gospodarki. Poza tym G-20 zobowiązało się do przedsięwzięcia „skoordynowanych akcji” mających na celu podtrzymanie ożywienia gospodarczego. Słowa, słowa, słowa…

    We wtorek sytuacja się pogorszyła. Już w nocy na rynki dotarty słabe dane makro z Azji. W Chinach okazało się, że indeks wskaźników wyprzedzających wzrósł w kwietniu jedynie o 0,3 proc. (wstępne dane mówiły o 1,7 proc.). W raporcie twierdzi się, że Chiny zaczynają mieć spore problemy z kontynuowanie ożywienia gospodarczego. Poza tym w Japonii niespodziewanie wzrosło bezrobocie (5,2 proc.) i spadła dynamika produkcji (0,1 proc. m/m). Indeks Shanghai Composite spadł o ponad cztery procent przełamując kluczowe wsparcie. To pewnie nie wystarczyłoby do doprowadzenie do przeceny, ale dosłuży również złe informacje z Europy. Tam banki traciły, dlatego że w czwartek przypadał termin zwrotu przez nie rocznych pożyczek otrzymanych z ECB (442 mld euro) w szczycie kryzysu bankowego. Dobiła obóz byków publikacja fatalnego indeksu zaufania.

    Indeksy spadły po ponad trzy procent, a S&P 500 naruszył kluczowy poziom wsparcia (z lutego, maja i czerwca) w okolicach 1.045 pkt. Jego przełamanie groziło utworzeniem formacji RGR z zakresem spadku przynajmniej do 880 pkt. W środę wsparcie zostało ostatecznie przełamane. Mówiono, że był to wynik decyzji Moody’s Investors Service, która poinformowała, że rozważa obniżenie ratingu Hiszpanii. Odnotować trzeba, że kurs EUR/USD jedynie nieco zmniejszył skalę zwyżki, a ceny obligacji hiszpańskich nie spadły. Jeśli takie informacje nie działają to znaczy, że wpływ takich ostrzeżeń staje się mniej znaczący. Zresztą w czwartek kurs EUR/USD nadal rósł, a warte 3,5 mld euro obligacje hiszpańskie sprzedały się bez problemu.

    Tę zmianę nastrojów widzieliśmy na rynku akcji w czwartek, kiedy to mimo fatalnych danych makro bykom udało się ocalić rynek przed przeceną. Owszem indeksy nieznacznie spadły, ale powstała formacja młota bardzo często zapowiadająca zmianę trendu. Jednak w piątek, przed długim weekendem, dane makro (z rynku pracy i o zamówieniach w przemyśle) znowu graczy nieco wystraszyły.

    Ciekawe rzeczy działy się na rynku walutowym i surowców. W poniedziałek i wtorek kurs EUR/USD zakończył dzień całkiem sporą przeceną. Jeszcze lepiej zachował się frank szwajcarski zyskując nawet w stosunku do dolara. Takie zachowanie sygnalizowało, że inwestorzy czegoś się boją. Zapewne bali się pogorszenia sytuacji gospodarczej. W poniedziałek Bank Rozliczeń Międzynarodowych (BIS), zwany też czasem bankiem banków centralnych, ostrzegł, że kryzys znowu może uderzyć, bo olbrzymi dług prywatny zamienił się na jeszcze większy państwowy. Wypowiedział się też noblista Paul Krugmana, według którego weszliśmy we wstępną fazę trzeciej depresji (pierwsza rozpoczęła się w 1873 roku, a druga w latach 20. tych XX wieku). Obawiam się, że niestety ma rację.

    W środę jednak kurs rósł, mimo decyzji Moody’s w sprawie Hiszpanii. Pomagało to, że w celu spłacenia rocznych pożyczek otrzymanych z ECB w szczycie kryzysu bankowego banki pożyczyły (na 3 miesiące) od ECB dużo mniejsze kwoty niż tego oczekiwano. W czwartek kurs znowu bardzo szybko rósł dlatego, że Hiszpania sprzedała bez problemów obligacje, a w USA opublikowano fatalne dane makro. Siłę tego wzrostu zwiększali technicy, bo kurs EUR/USD wybił się z prowzrostowej flagi, co zapowiadało, że wzrostowa korekta będzie kontynuowana.

    Gorzej prezentował się rynek surowcowy. Tak poważne osłabienie dolara powinno było zgodnie z klasyczna korelacją podnieść ceny surowców. Tym razem jednak miedź i ropa staniały, bo zareagowały na fundamenty gospodarcze. Spadek mógł być jednak po prostu falą B we wzrostowej korekcie ABC. Czeka nas więc jeszcze wzrostowa fala C. Bardzo zagadkowe było zachowanie rynku złota. W czwartek staniało o ponad trzy procent, co rzadko się na tym rynku widuje (ostatni raz w lutym). Zachowanie tego rynku było trudno wytłumaczalne, bo przecież złoto jest mocno, ujemnie skorelowane z dolarem i traci wtedy, kiedy indeksy spadają. Okazało się, że jest też i inne powiązanie. Gracze kupujący wcześniej złoto za euro (wtedy, kiedy euro traciło) gwałtownie opuszczali ten rynek wystraszeni potężnym dwuprocentowym wzrostem kursu EUR/USD. Mały podwójny szczyt na tym rynku może zapowiadać dłuższą korektę.

    Prezentowane w ostatnim tygodniu dane makro były generalnie bardzo słabe. Indeks zaufania amerykańskich konsumentów podawany przez Conference Board spadł w czerwcu o 10 pkt. (do 52,9 pkt.) – oczekiwano, że praktycznie się nie zmieni. Co prawda ten poziom to dużo wyżej niż 25,3 pkt. w lutym 2009 roku, ale bardzo daleko do 90 pkt. uznawanego za właściwy dla rozwijającej się gospodarki. Nastroje są złe, ale wydatki Amerykanów wzrosły w maju w porównaniu do kwietnia o 0,2 proc. Oczekiwano wzrostu mniejszego (0,1 proc.), więc dane nie były złe, ale z pewnością nie były też znakomite. Przychody wzrosły za to mniej niż oczekiwano, bo o 0,4 proc. (oczekiwano 0,5 proc.). Bazowy wskaźnik wydatków osobistych wzrósł o 1,3 proc. r/r, a stopa oszczędności wzrosła do 4 procent (najwyżej od września 2009).

     Miesięczne dane z rynku pracy były słabe. Ilość zatrudnionych spadła o 125 tysięcy. Oczekiwano spadku o 110 tys., więc można powiedzieć, że dane były zbliżone do prognoz. Spadek wynikał przede wszystkim ze zmniejszenia zatrudnienia przy spisie powszechnym (- 225 tys.). Bacznie obserwowane zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o 83 tysiące – oczekiwano wzrostu o 112 tysięcy. Wzrost był więc bardzo anemiczny. Jedynym (wątpliwym) plusem było to, że stopa bezrobocia nieoczekiwanie spadłą z 9,7 na 9,5 proc. Ten wskaźnik jest w USA całkowicie niewiarogodny, ale w okresach, kiedy rządzą byki wykorzystywany do poprawienie nastrojów. Tyle tylko, że ten spadek wynikał z faktu, że 650 tysięcy ludzi zrezygnowało z szukania pracy (nie dlatego, że nie chcieli pracować).

    Dane o aktywności gospodarczej były niejednoznaczne. Raport o stanie gospodarki w regionie Chicago (indeks Chicago PMI) był zgodny z oczekiwaniami. Indeks spadł z 59,7 na 59,1 pkt. Taki poziom sygnalizuje jednak, że gospodarka w tym regionie dość szybko się rozwija. Jednak indeks ISM dla przemysłu amerykańskiego pokazujący, jaka jest aktywność gospodarki spadł z 59,7 na 56,2 pkt. Oczekiwano spadku jedynie do 59,1 pkt. Słabo, ale wartość ponad 50 pkt. też sygnalizuje, że gospodarka się rozwija. Jednak zamówienia w przemyśle spadły w maju o 1,4 proc. m/m To był największy spadek od marca 2009 roku.

    Pojawiły się też dane z rynku nieruchomości. Wydatki na konstrukcje budowlane spadły w maju o 0,2 procent, ale oczekiwano spadku dużo większego. Można więc twierdzić, że dane były neutralne lub nawet pozytywne. Bardzo słaby był indeks podpisanych umów kupna domów na rynku wtórnym. Spadł o 30 procent, czyli prawie dwa razy więcej niż oczekiwano. Tygodniowe dane o rynku kredytów hipotecznych w USA były z pozoru pozytywne, bo w ostatnim tygodniu indeks rynku skoczył o 8,8 procent. Jednak wzrost ten wynikał jedynie z refinansowania (12,6 proc.). Kredytobiorcy korzystali z wyjątkowo niskiego oprocentowania kredytów (4,61 proc. za kredyt 30. letni) i refinansowali kredyty. Do 13. letniego dna spadł popyt na nowe kredyty. Te dane potwierdziły to, co rynek już wiedział: po zakończeniu programu rządowych dopłat do kupna domów rynek nieruchomości znowu zamarł, co gospodarce będzie szkodziło.

    Kolejny tydzień będzie o jeden giełdowy dzień krótszy, bo w poniedziałek Amerykanie świętują (4 lipca, czyli w Dzień Niepodległości, jest niedziela). Reszta tygodnia tez pozbawiona jest istotnych raportów makro. Rodzynkami są indeks ISM dla sektora usług oraz tygodniowa zmiana na rynku pracy. Być może jakiś (niewielki) wpływ na rynek walutowy będą miały posiedzenia Banku Anglii i ECB.

    W końcówce minionego tygodnia widać było, że walka byków z niedźwiedziami była walką tych inwestorów, którzy uważali, że trzeci, rozpoczynający się właśnie w czwartek, kwartał zakończy spadkową korektę, a tymi, którzy uważali, że gospodarce amerykańskie, a może i globalnej grozi nawrót recesji. Ten drugi obóz zakładał, że słabe perspektywy gospodarcze muszą doprowadzić do spadku indeksów. Na razie wygrywa obóz niedźwiedzi.

    Jeśli chodzi o analizę techniczną to na wykresie widać, że powstała ciągnąca się od listopada formacja RGR zapowiadająca spadek S&P 500 nawet do 880 pkt. Nawet jeśli się sprawdzi (co wcale nie jest pewne) to czeka nas jeszcze ruch powrotny w kierunku szyi formacji (1.058 pkt.). Trudno mi uwierzyć, że nie rozpocznie się gra pod sezon raportów kwartalnych spółek rozpoczynający się 12.07. Raportów makro w nadchodzącym tygodniu jest niewiele, więc jest szansa, że nic graczy nie wystraszy i indeksy wzrosną.

    Wykresy:

     S&P 500 wyrysował małą formację RGR, czyli powstał sygnał sprzedaży, co zaowocowało korektą. Teraz utworzona została formacja RGR z zakresem spadku przynajmniej do 880 pkt. Prawdopodobnie zakończyła się wzrostowa fala B i twa C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że mamy piątą podfalę spadkową, po której powinna przyjść wzrostowa korekta ABC. Formacja młota może zapowiadać zmianę trendu. Wsparcie na 1.029 pkt.(naruszony), a potem na 993 pkt. Opór na 1.058 pkt.

    DJIA Prawdopodobnie zakończyła się wzrostowa fala B i twa C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że mamy piątą podfalę spadkową, po której powinna przyjść wzrostowa korekta ABC. Przełamanie 9.800 pkt. grozi utworzeniem formacji RGR z zakresem spadku przynajmniej do 8.400 pkt. Formacja młota może zapowiadać zmianę trendu. Opór na 10.139 pkt. Wsparcie w okolicach 9.761 pkt. naruszone. Kolejne na 9.670 pkt.

    TRIN dał sygnał kupna.

     NASDAQ wyrysował małą formację RGR, czyli powstał sygnał sprzedaży, co zaowocowało korektą. Teraz utworzona została formacja RGR z zakresem spadku przynajmniej do 1.750 pkt. Prawdopodobnie zakończyła się wzrostowa fala B i twa C. Możliwe (i być może nawet bardziej prawdopodobne) jest też to, że mamy piątą podfalę spadkową, po której powinna przyjść wzrostowa korekta ABC. Formacja młota może zapowiadać zmianę trendu. Wsparcie na 2.100 pkt. Opór na 2.135 pkt.

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Stooq oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.




Sąsiednie artykuły

< Rynek polski
2 Lip 2010 22:07
Rynek polski >
9 Lip 2010 22:04

  RSS     więcej komentarzy...



Dla Webmasterów - RSS - Reklama - O nas

© 2000-2010 Stooq